Mroczne sekrety kurnika (1983) - Lipsko-Polesie cz. I

Zaktualizowano: 30 sie 2020


Lipsko-Polesie morderstwo

Lipsko-Polesie, wioska, w której ziemniaki sadzi się na średniowiecznym cmentarzu, skrywa więcej sekretów niż niejedno miasteczko. Oto pierwszy z nich, który na ujawnienie czekał 23 lata. Posłuchajcie o jednookim grabażu i jego rodzinie z piekła rodem.




Jak na tak niewielką miejscowość, ilość tajemniczych zwłok ukrytych w różnych miejscach i odnalezionych po kilku dekadach na terenie Lipska-Polesia, jest dość imponująca. Dlatego postanowiłam poświęcić tej wsi dwa odcinki. Pierwsza historia rozpoczęła się w 1983 roku, lecz jej rozwiązanie poznaliśmy dopiero w roku 2006. I to nie, jak początkowo sugerowały media, dzięki wyjątkowej i nieszablonowej akcji przeprowadzonej przez lubelskie Archiwum X.


Lipsko-Polesie - wioska jak z horroru


Na terenie Lipska-Polesia znajdują się tajemnicze pozostałości cmentarzyska z VI wieku. Na zdjęciach wygląda po prostu jak zwykła łąka z dużą ilością kopców wykopanych przez krety (zdjęcia). Podobno wyglądało lepiej, gdy zostało odkryte w latach 20. XX wieku. Były tu wówczas prowadzone badania archeologiczne. Odkryto, że odbywały się tu pochówki ciałopalne, znaleziono resztki kości, zębów... Jednak później przyszła II wojna światowa i nawet grobów sprzed kilkunastu wieków nie oszczędziła. Po wojnie natomiast ziemię przeznaczono pod uprawę. W horrorach to się nigdy dobrze nie kończy...



Tajemnicze zaginięcie i zbrodnia odkryta po 23 latach


Gdy w 1983 roku miejscowy grabaż Ryszard, zwany Jurandem z powodu czarnej przepaski noszonej na utraconym oku, zniknął z domu, nikt nie był tym faktem zdziwiony. Mężczyzna nadużywał alkoholu, znęcał się nad rodziną, a po największych domowych awanturach miał w zwyczaju wskakiwać na koński grzbiet i pędzić przed siebie. Zwykle odnajdywał się po kilku dniach z tęgim kacem i w jeszcze gorszym humorze - o ile to w ogóle możliwe. Jednak tym razem Jurand nie wrócił. A tak naprawdę nigdy nie wyjechał.