Zaginięcie Joanny Zawadzkiej, czyli zmowa milczenia w Kikole (1997)


19-letnia Joanna wyszła ze swojego mieszkania w Kikole w lutym 1997 roku, zabierając ze sobą jedynie album ze zdjęciami dziewięciomiesięcznej córeczki. Od tamtej pory słuch po niej zaginął, a rodzice zastanawiają się, czy morderca jej córki jest również ojcem ich wnuczki. Oto historia zaginięcia Joanny Zawadzkiej z Kikoła.




O zaginięciu Joanny Zawadzkiej często mówi się, że towarzyszy mu zmowa milczenia. Mieszkańcy Kikoła i Lipna wiedzą więcej, niż mają odwagę powiedzieć. Policja jest przekonana, że ktoś, gdzieś wie, co stało się z Joanną Zawadzką. Od dwóch lat śledztwo w sprawie prowadzi bydgoskie Archiwum X, lecz rodzina wciąż prosi świadków, by zgłosili się na policję.


Tajemnice Joanny


Rodzina nie wiedziała wszystkiego o życiu Joanny. To stało się jasne już w 1996 roku, gdy okazało się, że będąca w klasie maturalnej dziewczyna, jest w ciąży. Utrzymywała ten fakt w sekrecie tak długo jak tylko się dało. Dopiero koło piątego miesiąca prawda wyszła na jaw. Ale nie cała prawda. Do tego, kto jest ojcem dziecka, nie przyznała się rodzicom nigdy. Nie podała też jego nazwiska w akcie urodzenia Klaudii, która przyszła na świat 26 maja 1996 roku. To pierwszy i ostatni Dzień Matki, który Joanna miała okazję świętować. Zaginęła w lutym 1997 roku - wyszła na chwilę do koleżanki mieszkającej w sąsiednim bloku. Zabrała ze sobą tylko album ze zdjęciami córki.




Mafia lipnowska i tajemniczy kochanek


W Kikole nieoficjalnie mówiło się, że ojcem Klaudii jest miejscowy policjant, z którym dziewczynę często widywano. Podobno była to relacja oparta wyłącznie na seksie. Oficjalnie mężczyzna miał narzeczoną. Podobno właśnie dlatego zabronił Joannie mówić komukolwiek o tym, że to on jest ojcem jej dziecka. W zamian miał dawać dziewczynie pieniądze na wychowanie Klaudii. Jednak wkrótce po tym, jak Joanna zaczęła interesować się tym, jak można wnieść sprawę o alimenty, zniknęła bez śladu, a jej sąsiedzi nabrali wody w usta.