Lincz we Włodowie - zabójstwo Józefa Ciechanowicza (2005)

Zaktualizowano: 6 lip 2020




Lincz we Włodowie - sprawa, którą kilkanaście lat temu żyła cała Polska. Recydywista zabity łopatami przez sąsiadów, którym policja odmówiła pomocy. Zmowa milczenia, medialne szaleństwo w wiosce, o której nikt wcześniej nie słyszał, zaangażowani w sprawę politycy i dziennikarze, wreszcie mocno promowany film Lincz. Dziś spróbujemy na chłodno przyjrzeć się głośnej sprawie zabójstwa Józefa Ciechanowicza na Mazurach.


Jak tylko postanowiłam, że ten podcast będzie o zbrodniach prowincjonalnych, od razu wiedziałam, którą historię wybiorę na pierwszy odcinek. Bo to jest taka najbardziej wyrazista i najgłośniejsza sprawa z prowincji, jaka wydarzyła się XXI wieku w Polsce. I choć powierzchownie słyszeli o niej wszyscy, to już o tym, jak to dokładnie przebiegało i kim są ci ludzie, w jakim otoczeniu żyli, nie mówi się tak wiele.


Lincz we Włodowie - historia choroby


Obecnie wieś Włodowo ma 223 mieszkańców, czyli połowę tego co przed wojną, z czego 45,7% stanowią kobiety, a 54,3% mężczyźni, więc na 100 mężczyzn przypadają 84 kobiety. Trochę niepokojące. Co jest nietypowe, bo średnio to kobiet jest zwykle więcej, tak ok. 51%. A rodzi się tu więcej dziewczynek, także można podejrzewać, że po prostu kobiety stamtąd uciekają częściej niż mężczyźni.

Sytuacja materialna wielu rodzin w gminie jest bardzo trudna i opieka społeczna ma pełne ręce roboty, a lista tych wszystkich świadczeń, dodatków i zasiłków jest długa. Powtarza się jeden schemat: wielodzietność, niepełne rodziny albo jakieś niestabilne związki, uzależnienie, przemoc, ograniczenie władzy rodzicielskiej, niezaradność życiowa... Ten obraz niestety jest typowy dla terenów popegerowskich, gdzie ludzie mają za mało ziemi, żeby się z niej utrzymać, innej pracy nie ma, a do tego dochodzi wyuczona bezradność. W takim środowisku żyli bohaterowie tej historii - Józef Ciechanowicz, rodzina Winków i inni. I chyba takiego otoczenia było trzeba, żeby taka historia jak lincz we Włodowie mogła wydarzyć się w XXI wieku w środku Europy.


Zabójstwo Józefa Ciechanowicza


Józef znalazł się na wolności jesienią 2004 roku. Miał za sobą kilkadziesiąt wyroków i łącznie ponad 30 lat spędzonych w więzieniu. Zamieszkał w Brzydowie, kilka kilometrów od Włodowa, u swojej konkubiny, z którą pozostawał w, powiedzmy, związku od 1998 roku. Miał już wtedy prawie 60 lat, ale wciąż pozostawał sprawny fizycznie i silny. Przez cały ten czas znęcał się nad kobietą, aż w maju pobił ją tak dotkliwie, że wylądowała w szpitalu. W tym czasie już mieszkańcy Brzydowa mieli Ciechanowicza serdecznie dosyć. Tamtejsi mężczyźni skrzyknęli się i chyba solidnie go nastraszyli, może pobili, w każdym razie zaczął tę wieś omijać. Za to zainteresował się Włodowem, gdzie po wyjściu ze szpitala zatrzymała się u córki jego konkubina. Nic innego do roboty przecież nie miał. Widywano go głównie w trzech sytuacjach: jak szedł do sklepu po alkohol, jak kupował, a częściej wyłudzał, alkohol w sklepie i jak go pił pod sklepem. No i może jeszcze jak spał pijany gdzieś na trawie. A przy tym zawsze był uzbrojony.

Wkrótce notorycznie zastraszani przez niego mieszkańcy Wł