A jeśli nie wrócę... (Gruszyny 2012)



Najbardziej prześladują nas te sprawy, których rozwiązania nigdy nie poznaliśmy. I taka właśnie jest historia zaginięcia 23-letniego Adama Hołody podczas imprezy integracyjnej w Gruszynach.





Myśl o tym, ile osób co miesiąc ginie bez śladu, jest bardzo niepokojąca. Szacuje się, że jest to ok. 19 tysięcy osób rocznie, z czego 5 tysięcy to osoby poniżej 17 roku życia – według danych policji za rok 2018. Ktoś wychodzi z domu, wraca z imprezy, idzie do pracy i nagle po drodze po prostu znika. Ktoś, kogo wydaje nam się, że świetnie znamy, że nie miał przed nami żadnych tajemnic. Mijają tygodnie, miesiące, lata, a rodzina nie wie, co się stało, snuje domysły, obwinia się.




Zaginięcie Adama Hołody


We wrześniu 2012 roku, kiedy zaczyna się ta historia, Adam miał 23 lata. Był wysportowanym młodym mężczyzną. Miał plany na przyszłość. Zamierzał kontynuować naukę, ukończyć liceum dla dorosłych. Wspierała go w tym jego dziewczyna – Patrycja. Oprócz tego Adam pracował przy załadunku w firmie sprzedającej meble, która miała siedzibę w Górowie Iławeckim.

I właśnie 15 września 2012 ta firma organizowała imprezę integracyjną dla wszystkich pracowników. Impreza odbywała się w gospodarstwie agroturystycznym „W kamiennym kręgu” w Gruszynach, nad stawem, na uboczu, wśród pól.

W sobotę rano Adama wciąż nie było w domu. Jego matkę to zaniepokoiło, bo chłopakowi nigdy się nie zdarzało znikać na tyle czasu bez uprzedzenia. Ale znajomi przekonywali ją, że nie ma czym się martwić. Jednak minął weekend a z Adamem wciąż nie było kontaktu. Rozpoczęto więc poszukiwania. Co się wydarzyło podczas zabawy? I jaki związek zniknięcie Adama mogło mieć z zaginięciem innego chłopaka w niemal identycznych okolicznościach w ten sam weekend? Posłuchajcie!