Połów nieszczęścia w Giżycku (1998)



To już kolejna historia, która pokazuje, że wędkarstwo to w rzeczywistości bardzo niebezpieczny sport, a jego miłośnicy często kończą tragicznie. Jest to też opowieść o tym, jak można skazać człowieka na dożywocie bez żadnych dowodów rzeczowych, wyłącznie na podstawie zeznań współoskarżonego i to współoskarżonego, którego wiarygodność jest bardzo wątpliwa.




W niedzielę 11 października 1998 roku, w dzień wyborów samorządowych w Polsce, bracia Adam i Szymon postanwili wybrać się na ryby. Na miejsce połowu wybrali Kanał Łuczański łączący jezioro Niegocin z jeziorem Kisajno. Znaleźli miejsce nad kanałem pod mostem, zarzucili wędki... I to był ostatni raz, kiedy widziano ich żywych.


Brutalne zabójstwo


Dopiero 15 listopada, a więc niewiele ponad miesiąc od zaginięcia braci, człowiek przechodzący w pobliżu kanału, w okolicach wzgórza świętego Brunona, nad jeziorem Niegocin, zauważył przykryte gałęziami ciało. Okazało się, że był to Adam. Ciało chłopaka wyglądało strasznie. Z jego ust wystawały trzy długie gałęzie, które wbito mu w gardło. Twarz miał zmasakrowaną, ciało też nosiło liczne ślady pobicia. Młodszego, Szymona, odnaleziono na początku grudnia w pobliżu jeziora Niegocin.





Pięciu skazanych


Zatrzymani w tej sprawie mieli od 14 do 20 lat. Dwóch z nich - Marcin i Krzysztof - do dziś usiłuje udowodnić swoją niewinność. Pomimo że ich alibi potwierdzały liczne osoby, a prokuratura nie była w stanie podać wiarygodnego motywu zbrodni, obaj zostali skazani na dożywocie. W sprawie nie było żadnych dowodów rzeczowych. Wyrok wydano jedynie na podstawie zeznać współoskarżonych.