Bunt na Jannie - tajemnica śmierci kapitana (1996)


Bunt na Jannie to jedna z najbardziej tajemniczych morskich opowieści ostatnich dekad. W 1996 na pokładzie kontenerowca płynącego przez Zatokę Gwinejską zginęło dwóch mężczyzn, a ich ciała wylądały w oceanie. Dwaj oskarżeni o ich morderstwo Polacy opowiedzieli później kontrowersyjną historię.



Okoliczności, w których rozgrywa się dzisiejsza opowieść są trochę inne od naszych tradycyjnych prowincjonalnych klimatów. Tym razem zaczniemy wprawdzie też trochę prowincjonalnie, w Darłowie, czyli niewielkim mieście, z którego pochodził jeden z naszych bohaterów. Ale później wypłyniemy w rejs i to, co najważniejsze w tej historii, wydarzy się na pokładzie kontenerowca gdzieś u wybrzeży Afryki. Myślę jednak, że taka morska opowieść, chociaż bardzo różni się od moich wcześniejszych odcinków, mimo wszystko pasuje do Zbrodni Prowincjonalnych, bo załoga takiego statku funkcjonuje trochę jak taka mała społeczność, w której rodzą się różne więzi, relacje, ale też negatywne emocje, które podczas izolacji od reszty świata mogą przybrać nieoczekiwane rozmiary.


Rozmowa przez ocean


12 grudnia 1996 Edyta z Darłowa otrzymała telefon, który miał zmienić jej życie. Dzwonił przedstawiciel warszawskiej agencji IMS Marine Service Polska, która zatrudniała jej męża Pawła, pracującego na statkach pływających po całym świecie. Mężczyzna powiedział Edycie, że na statku Janna, na którym pracował mąż Edyty, doszło do wypadku. Zginęło dwóch członków załogi. Paweł żył, ale był jednym z podejrzanych o popełnienie morderstwa i przebywał w areszcie w Abidżanie, na Wybrzeżu Kości Słoniowej.


Statek Janna w porcie w Abidżanie (źródło)