Bestia z Chełmży, czyli apogeum bezczelności (Brąchnówko 2002)



Bestia z Chełmży to jeden z bardziej wyważonych przydomków, jakie media i opinia publiczna nadały Adrianowi W. Inni nazywali go ludzkim szambem. Morderca i gwałciciel 18-latki wracającej z dyskoteki w swojej bezczelności przez wiele lat robił wszystko, żeby zatruć życie jej rodziny.




Temat bestii z Chełmży był dość głośny i kontrowersyjny na początku lat 2000, ale dziś sprawa jest już trochę zapomniana. Jak to zwykle bywa w przypadku zbrodni prowincjonalnych.


Dziewczyna, której zabrakło szczęścia


Może dlatego ta sprawa tak mi utkwiła w głowie, że w 2002 roku byłam prawie w tym samym wieku co Kasia i też spędzałam lato na wsi, często wracałam do domu po zmroku z kuzynką, jakimiś bardzo odludnymi wiejskimi drogami. I jak sobie o tym dzisiaj myślę, to mam ciarki, bo to były takie miejsca, że gdyby nas tam wtedy ktoś zaatakował, to nikt by nawet nie usłyszał naszych krzyków. Miałyśmy chyba więcej szczęścia niż rozumu. Tego szczęścia zabrakło jednak Kasi Zegan. Na swojej drodze do domu spotkała bowiem Adriana W.


Bestia z Chełmży - ile naprawdę było ofiar?


Dziś wiemy na pewno, że Adrian zgwałcił i zamordował Kasię z Brąchnówka. Wskazywały na to zarówno liczne ślady biologiczne jak i zeznania świadków. Już wcześniej Adrian był skazany za dwa gwałty - na żonie i jej koleżance. Przy czym żonę wywiózł jeszcze do tego do lasu i pozostawił przywiązaną do drzewa. Twierdził, że zjedzą ją lisy. Ale nie zjadły! Jednak na liście ofiar, które policja z nim wiązała, było więcej dziewczyn. Wszystkie wracały nocą samotnie z wiejskich zabaw. Żadna z nich nie dotarła do domu. Podobieństw było wiele, ale były też różnice. Jakie? Posłuchajcie!